Karczma w Delberzu

Bartelm był nieco zdziwiony treścią ostatniego listu od towarzyszy, którzy jak się okazało zmierzali właśnie w Góry Szare. Oprócz barwnych opisów dokonań, które swoją drogą uważał za klasycznie przesadzone, i innych związanych z prowadzeniem karczmy sugestii, widniała prośba. Ba! Wręcz polecenie, by zrobić coś ze znajdującą pod karczmą piwniczką. To się nazywało niby myślenie przyszłościowe, bo skoro klientów miało być kiedyś więcej, to piwa, wina i mięsiw musi być dostatek. Spiżarka miała ograniczoną pojemność, a nic tak nie pozwala doskonale przechowywać żywności, jak własna, obszerna, sucha, chłodna i dobrze uporządkowana piwnica. Tyle, że ta która obecnie była pod karczmą, była całkowitym przeciwieństwem tych cech. Była ciasna, wilgotna, niemożliwie wręcz zarośnięta pajęczynami i zastawiona różnego rodzaju zepsutym śmieciem. Tylko, że własna była, to się zgadzało. Poszerzenie jej wymagałoby oprócz wyniesienia i spalenia wszystkiego co się w niej obecnie znajdowało, tak na wszelki wypadek jakby się co tam zalęgło już, najęcia kogoś do prac ziemnych. W tym względzie Johann i Otto, idąc za namową jakiegoś przygodnie poznanego krasnoluda Tobura zasugerowali, by w tym celu zatrudnić krasnoludów. Szczęśliwie ekipa krasnoludzkich budowniczych znajdowała się akurat w Dalberzu, czekając na rozpoczęcie prac związanych z umocnieniem tutejszego zameczku, nudząc się przy tym okrutnie z powodu przeciągających się problemów z dostawą materiału i umilając sobie czas wszczynając coraz to ciekawsze bójki w okolicznych karczmach. Bartelm niewiele myśląc skontaktował się z rzeczoną ekipą, która to na wieść o innym budowlanym zadaniu do wykonania w międzyczasie, ochoczo zaoferowała swoje usługi.

Uprzątnięcie piwnicy zajęło dobre pół dnia, a ognisko rozpalone wieczorem z wyniesionych gratów na tyłach karczmy stanowiło doskonałą okazję do kolejnej libacji i bójki. Następnego dnia rano pobrzękując kilofami i łopatami krasnoludy sprawnie zabrały się do pracy. Jako, że piwnica nie była murowana, poszerzanie jej szło sprawnie i szybko. Przybywało kolejnych belek wspierających, ziemia była wynoszona, ładowana na wozy i wywożona w miejsce znane tylko krasnoludom; Bartelm nie dociekał, było mu to na rękę. Po kilku godzinach oprócz dźwięku szurania łopat spod karczmy dało się usłyszeć twarde, metaliczne dźwięki. A po chwili zrobiło się cicho. Po kilku minutach zaaferowany krasnolud wybiegł z piwnicy, by po chwili wrócić z szefem ekipy. Bartelm zaciekawiony poruszeniem również zszedł na dół. Pomiędzy belkami podtrzymującymi strop, jego oczom ukazało się kilku krasnoludów zebranych pod jedną ze ścian i w skupieniu coś oglądających. W ścianie tkwiła zakopana do pasa w podłodze solidna, kamienna rzeźba przypominająca człowieka, na oko mająca ponad 2 metry wysokości.

- Golem! Chędożony, w mordę kopany, golem! Co tu do siedmiu boleści robi to cholerstwo?! – zakrzyknął zdziwiony szef krasnoludów kierując swe pytanie do nadchodzącego Bartelma.
- Jak to golem? Jaki golem? Że, to golem niby jest? – spytał mało rezolutnie Bartelm.
- No przecież widać, że golem, nie pieprzony pomnik! – obruszył się krasnolud.
- Yyy, ja to nie wiem skąd on tutaj… Kupiliśmy karczmę dopiero niedawno. – odparł jąkając się, świeżo upieczony właściciel.

Krasnoludy poczęły szeptać między sobą.

- To my go zabieramy! Myśmy znaleźli, a skoro nie wasz, to do nas tedy należy. – wypalił jeden z krasnoludów.
- Ale zaraz, jak to zabieracie? Przecież pod naszą karczmą się znalazł. – próbował oponować Bartelm.
- To wy sobie zatrzymajcie zapłatę za tę usługę. My czego się podjęliśmy to dokończymy, a w zamian zabieramy golema. Przecież i tak wam on na nic, a nam on się przyda. – Począł przekonywać szef ekipy.
Fiu, jakby udało się go uruchomić jeszcze… – Dorzucił kolejny młody, za co dostał zaraz kopa w łydkę i trzonkiem kilofa w bok.

Bartelm zaczął szybko myśleć, że można na tym coś zyskać skoro tak im zależy.

- Zgoda, ale piwniczka ma być murowana. – spróbował szczęścia Bartelm.

Krasnoludy znowu zaczęły szeptać między sobą. Posypały się kolejne ciosy i co głośniejsze “kurwy-twoje-macie”, mające przekonać do swoich racji niezdecydowanych.

- Dobra. – odezwał się wreszcie szef ekipy. – Ale zabieramy go w nocy i ani mru mru o tym co tu znaleźliśmy nikomu. Bo inaczej wrócimy po umówioną kwotę, ale razy trzy. – Zagroził poważnie krasnolud.

Bartelm ucieszył się z tak postawionej sprawy, bo faktycznie wielka kupa kamieni w piwnicy w kształcie człowieka, mogła przysporzyć jedynie problemów. O tym co działający, wielki, kamienny, nieprzyjaźnie nastawiony golem mógłby zrobić z karczmą, nie chciał nawet myśleć. Wyciągnął dłoń w stronę krasnoluda i dał ją sobie zmiażdżyć w żelaznym uścisku na znak zawartego porozumienia.

- Tak się możemy umówić. Nic nie widziałem, nic nie słyszałem, zatem.

Wśród krasnoludów dało się usłyszeć pomruk zadowolenia.

- To my wracamy do pracy i wieczorem go zabieramy. – powiedział szef ekipy.

Bartelm kiwnął głową i wycofał się z piwnicy. Odprowadziły go odgłosy pracy wznowionej z jakby większym entuzjazmem.

piwnica.jpg

Comments

Monstrum, albo golema opisanie. Poproszę o uwagi. :)

Golem
 

Świetne, najbardziej podobały mi się pertraktacje krasnoludów. Widzę jak się tam tłoczą, poszturchują i łypią na Bartelma czy aby nie podsłuchuje.

Golem
Toudi_Ogr

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.